Niekiedy wpadamy w wir strachu, przykrości, niepewności i lęku, który skutecznie zamyka nasze usta, serca i umysł. Liczymy na to, że skoro jest źle to ta druga strona zareaguje i nasze słowa nie są do tego niezbędne. Bo przecież skoro jej zależy to dlaczego jest bierna? Dlaczego nie reaguje tylko samoistnie pozwala na rozpad? Niestety, czasem nie jest się w stanie tego zauważyć. A komunikacja jest najważniejszym kółkiem ratunkowym dla wielu sytuacji. Przedstawiamy parę słów o szczerości w relacji.
Szczerość ma znaczenie
Może się wydawać, że to co odczuwamy, dla innych jest oczywiste. Że przecież skoro nas znają to powinni się sami domyślić, powinni szukać znaków w pojedynczych zachowaniach, które mogą zdradzać rąbek tajemnicy o naszym stanie psychicznym, że skoro się czegoś mogą domyślać, to powinni od razu reagować. Jednak zdradzę pewną mądrość - większość osób, dopóki im się czegoś nie powie, nie będzie w stanie dotrzeć do tego jak tak naprawdę się czujemy. Nie wynika to z ich obojętności czy złych intencji - niektórzy z nas są genialnymi aktorami i kamuflują to, co w nich siedzi i to bardzo trudne przebić się przez tę powłokę. Nie chowajmy się w twardej zbroi, bo nie rozwiążemy żadnego problemu, dopóki nie pozwolimy sobie na zupełną szczerość. A czasem wymaga ona kilkukrotnych rozmów, nie jednej. Nie utrudniajmy więc troski o samych siebie - mówmy to co siedzi nam w głowie, od razu.
A czy kiedykolwiek trzymanie w sobie negatywnych emocji i przeżyć jest funkcjonalne dla dobra relacji - niezależnie od tego, czy mówimy o związku czy przyjaźni? Uwaga: nie jest. Najgorsza jest sytuacja, gdy dochodzi do tego tak silne przeciążenie, że nasz partner_ka, przyjaciel_ółka, nie jest w stanie nawet zadbać o siebie, a co dopiero o nas. Czujemy, że toniemy w morzu niedopowiedzeń, złych emocji i przykrych sytuacji, ale boli nas to, że ta druga strona nie reaguje. Przestało jej zależeć? Nie liczy się z nami? Wszystko jest jej priorytetem, tylko nie my? Ile razy jeszcze to ja mogę pytać, czy wszystko jest w porządku? Ile razy to ja mogę wyciągać rękę? Czy właśnie przekroczyła moją granicę? Czy to w ogóle ma sens? Nie bójmy się zadawać tych pytań! Rozmawiajmy szczerze.
[caption id="attachment_2191" align="aligncenter" width="1600"]
@lena.sobalak[/caption]
Komunikacja złotem i srebrem
Wyobraźmy sobie świat, gdzie mówimy wprost to, co czujemy - czuję się niekochany_a, czuję się zaniedbany_a, jest mi przykro, gdy nie pytasz mnie o mój dzień, czuję, że oddalamy się od siebie, boję się, że nie jesteś ze mną szczęśliwy_a, czuję się zazdrosny_a, gdy robisz to i to, czuję, że nie jestem dla ciebie najważniejszy_a, boję się. Fakt, stwarzamy tym ryzyko kłótni lub sprzeczki, ale powiedzenie szczerze o tym, co nas gryzie i martwi, może mieć ogromną moc. Twórzmy przestrzeń na rozmowy, nie bójmy się negatywnych emocji, nie bójmy stawania twarzą w twarz z problemami i radzenia sobie z nimi.
Nie ma sytuacji bez wyjścia, naprawdę. Jeśli zależy nam na danej relacji, musimy znaleźć w sobie motywację, aby się całkowicie otworzyć i wyrzucić z siebie wszystko. A niestety jest to niezwykle trudne i często wymaga czasu, nie wykluczając nawet pomocy psychologa czy psychoterapeuty. Co nas powstrzymuje przed mówieniem o swoich uczuciach?
To silny hamulec dla niezachowywania wszystkiego dla siebie. Można obawiać się reakcji drugiej strony - że nas wyśmieje, zmniejszy powagę problemu, będzie złośliwa i to tylko pogorszy sytuację. Jednak przedstawienie sytuacji ze strony swoich odczuć i przemyśleń, może być kluczem do sukcesu. Najważniejsza jest tu szczerość i nieukrywanie niczego, mówienie prosto z serca o WSZYSTKIM co nas boli, bez wyjątków. A jeśli partner_ka, przyjaciel_iółka uzna to za wymysły - czas uświadomić jej powagę sytuacji.
-
Strach przed brakiem zrozumienia
Niektóre osoby przyzwyczajone są tego, że każda rozmowa kończy się kłótnią i mnóstwem złośliwości z tej drugiej strony. Jest to niezwykle przykre i na pewno nie powinno mieć miejsca - świadczy to o złych wzorcach reagowania tej drugiej osoby. Niestety może nawet nie być ich świadoma - dlatego tak ważne są w takich sytuacjach bezpośrednie komunikaty. Mówmy o tym wprost, a nie sporadycznie co dwudziestą wiadomość na Messengerze czy w kłótni raz na rok. Jeśli nie zaznaczymy granicy, może być ona być non stop przekraczana, co doprowadzi tylko do przykrych sytuacji. Dbajmy o swój komfort.
-
Przeświadczenie, że to i tak nic nie da
Skoro jakiś problem się powtarza, to znaczy, że nie ma już z niego wyjścia. Lepiej się odsunąć, czekając, aż coś samoistnie się zakończy. NIE! NIE! NIE! Jeśli nam na kimś zależy - próbujmy. Może jedna kłótnia, gdzie po raz pierwszy coś z siebie wyrzuciliśmy to za mało, żeby wprowadzić zmiany w zachowaniu? Może odkrycie tylko maleńkiego kawałka siebie i swoich problemów to za mało, żeby faktycznie wstrząsnąć kimś? Nie przekreślajmy swojej szansy na szczęście. A każda sprzeczka prowadzi ostatecznie do rozwoju relacji - nawet jeśli w naszych oczach zmieniło się mało rzeczy, dla partnera_ki zmiana sama zmiana sposobu myślenia może być dużym krokiem.
-
Trudny charakter rozmówcy_czyni
Uparte przyjaciółki, partnerzy_partnerki mają to do siebie, że niełatwo jest z nimi rozmawiać. A jak w takim razie komunikować coś osobie, której trudno się komunikuje? Przede wszystkim, skonfrontuj ją z rzeczywistością - opisz jego_jej zachowania i określ jasno jak je postrzegasz/ odczuwasz. Przywołaj konkretne sytuacje i jego_jej reakcje - trudno sprzeczać się z faktami. Pokaż, że jesteś blisko swojej granicy i to od nich zależy jak dalej Wasza relacja się potoczy. Wyłóż wszystkie karty na stół i nie bój się złości, frustracji i żalu. Powiedz jemu_jej wprost czego Ci brakuje i co powinna robić, aby te potrzeby zrealizować. Nie stawiaj takiej osoby w sytuacji, gdzie musi się domyślać - najprawdopodobniej nie dojdzie do wniosków samodzielnie. Często na przeprowadzenie takiej rozmowy nie wystarczy jedna godzina, może to wymagać większego i cyklicznego zaangażowania dwóch stron - trzeba być na to przygotowaną, jeśli faktycznie czuje się, że to relacja o którą warto walczyć. A rozmowy te muszą odbywać się twarzą w twarz - inaczej komunikaty obiją się o jedną i drugą stronę bez dalszego efektu.
W kontekście bardziej intymnych relacji, warto także rozważyć wspólną terapię. Czasem jedna ze stron nie jest w stanie koordynować samodzielnie całego procesu otwierania się - i nie ma w tym nic dziwnego. Psychoterapeuta pozwoli na stworzenie bezpiecznej przestrzeni, gdzie każda ze stron zostanie wysłuchana, a także pozwoli na obranie wspólnego kierunku.
O jeden krok za daleko
Niestety czasem milczenie prowadzi do tragedii - rozpadu przyjaźni, związku, dobrych relacji koleżeńskich czy rodzinnych. Oczywiście nie można postrzegać tego w 0-1 sposób - to moja wina, że się rozpadło, bo nie dałam żadnego sygnału lub dałam ich niewystarczająco. To zaangażowanie dwóch stron stanowi o wartości relacji, ale może być tak, że jedna ze stron nie jest świadoma powagi sytuacji. Sam_a zakopała się w swoich problemach, przerzucając wszystko na innych i dopiero prawdziwy wstrząs pozwoli jemu_jej na stanięcie na nogi.
Z drugiej strony, ile można mówić o problemie? Jeśli znajdujemy się w sytuacji, gdzie praktycznie co drugi dzień mówimy o swoich odczuciach, mówimy wprost o tym, czego nam brakuje i co nas boli, a druga strona nie reaguje - to sytuacja, w której należy się zastanowić do jest dla nas ważniejsze. Nasz komfort czy sztuczne podtrzymywanie dobra relacji. Jeśli czujemy, że zrobiliśmy wszystko, a to i tak nic nie dało - zatrzymajmy się w tym i przeanalizujmy całą sytuację. Najgorsze co możemy w tej sytuacji robić to utwierdzać drugą osobę w przekonaniu, że wszystko jest w porządku - chociaż nie jest.
Pamiętajmy jednak o to, że o wartościowe relacje warto walczyć i nie jest to kwestią dumy. Testowanie kogokolwiek czy poprawi się bez naszych wyraźnych sygnałów, próśb i rozmów, może nie przynieść żadnych efektów, a wręcz sprawić, że dana osoba będzie czuła się oszukana. Dlatego mówmy o tym, co nas gryzie - najbliższym, a tym bardziej partnerowi_rce. Nie każdy potrafi czytać w myślach! A jeśli nie wysyłamy żadnych sygnałów, że coś się dzieje, a wręcz udajemy, że wszystko jest w porządku - trochę same stawiamy na czymś krzyżyk.
zdjęcie główne: @aleksandraastepien