Nonszalancko wysiada ze swojego range rovera, dzierżąc w dłoni kubek Stanley w kolorze złamanej bieli. Ma idealne blond włosy (bez cienia odrostu, oczywiście) spięte w ulizany koczek, a na ramieniu zarzuconą torebkę o wartości tak z pięciu wypłat przeciętnego Polaka. Bez jakiegokolwiek grymasu na twarzy wyjmuje z bagażnika czarny wózek spacerowy ze złotymi elementami i usadawia w nim swojego uśmiechniętego synka. Mały ma oczywiście blond loczki, a na sobie bluzę z misiem Polo i beżowe spodenki z Zary Kids. Tak, wiemy skąd ma ubrania, bo mama skrupulatnie oznacza je na insta, gdzie zresztą relacjonuje też swoją codzienność - której niejedna matka Polka jej zazdrości. Przed Państwem: beżowa matka z Instagrama.
Inne matki jej nienawidzą
Odkryła jeden prosty sposób. Jaki to sposób? Pokazywanie tylko tego, co chce pokazać. U beżowej matki nie ma miejsca na fuck upy - na kolorowe ubranka z Elsą lub Psim Patrolem też nie. Dziecko ma przede wszystkim wpasowywać się w feed na insta, bo kto wie? Może ukręci się na tym jakąś współpracę z proteinowymi jogurtami dla dzieci, proszkiem do prania Made in Poland lub zabawkami z drewna agarowego opalanego bambusem czy innym storczykiem.
Jej Instagram, jej sprawa. Fakt, może pokazywać na profilu co tylko chce - w końcu jest u siebie. Ale przyjrzyjmy się tej sprawie z punktu widzenia obserwatorki takiego konta.
Ważne, że feed się zgadza
Na potrzeby tego artykułu nazwijmy ją Monika. Monika od lat obserwuje Beżową Matkę na Instagramie. Ogląda każde story, komentuje większość postów, ale też... frustruje się. I to niesamowicie. Nieustannie porównuje siebie i swoje dziecko do obrazu idealnego macierzyństwa, jaki Beżowa Matka kreuje na swoim profilu. Czuje się niewystarczająca - jej brzuch po ciąży nigdy nie wrócił do stanu przed porodem, a jej dziecko jeszcze nie nauczyło się chodzić. Albo gdy przegląda szafę swojego synka i zamiast znaleźć w niej rzeczy z Zary Kids czy Polo, widzi trzypaki tshirtów z Pepco.
Monice wydaje się, że ona i jej dziecko nigdy nie dorównają Beżowej Matce - pod kątem wyglądu, finansów i rzeszy innych aspektów. Jednak nadal narzuca na siebie presję, żeby być taka, jak Ona i np. nadwyręża swój budżet po to, aby kupić dziecku ubranie za kilka stów. Logiczne, nie?
Jak radzić sobie z tą presją?
Monika jednak zapomniała o najważniejszym - social media są urywkiem rzeczywistości, a co za tym idzie - urywkiem dnia Beżowej Matki. Reszty nie widać. Co się dzieje po wyłączeniu telefonu? Jaka jest w rzeczywistości? Jak wygląda jej dzień? Tego już nie wie nikt. Więc jeśli jesteś właśnie taką Moniką, przeczytaj poniższe rady 🫶🏼
01 nie da się być wszędzie na 100%
Każdy ma "coś". Ty możesz być lepsza w X, a ktoś w Y. Co z tego, że ona ma płaski brzuch - może nie jest zadowolona z innego elementu swojego ciała? Okej, może jej dziecko umie już mówić - ale Twoje umie chodzić. Musisz pamiętać, że każdy z nas w czymś jest lepszy, a w czymś gorszy. I to też "jest jakby okej".
02 ćwicz swoją asertywność
Asertywność nie polega tylko na mówieniu "nie" - w asertywności chodzi też o to, żeby nie dać sobie wmówić rzeczy, które są dalekie od prawdy. A jak wiemy, idealnemu, czystemu i cichemu macierzyństwu bardzo daleko od prawdy. Nie pozwól innym na narzucanie swoich racji i wchodzenie "buciorami" do Twojego życia. Ty znasz swoje macierzyństwo, swoje dziecko i wiesz, jak jest naprawdę.
03 ogranicz social media
Łatwo popaść w pułapkę perfekcjonizmu (w której pewnie i tak większość z nas już jest) obserwując matki, które "woke up like this" - wiecie o co chodzi, prawda? O matki, które nic Ci nie powiedzą o połogu, zarwanych nocach i wiecznie płaczącym dziecku. Na swoich profilach tworzą idealny mikroświat, w którym przerysowana rzeczywistość nazywana jest normą. Nie oglądaj takich treści - dla własnego dobra. Jedyne co Ci dadzą, to frustrację, że Ty i Twoje dziecko nie wpisujecie się w ramy i nie pasujecie do feedu.
zdjęcie główne: Pinterest