Pierwsze promienie wschodzącego słońca leniwie wznoszą się nad horyzont. Jak co poranek, w tle rozbrzmiewa pianie koguta, które zwiastuje nadejście kolejnego sielankowego dnia. Przed Tobą zebranie naręcza świeżych jaj, upieczenie chleba na prawdziwym zakwasie i opieka nad ośmiorgiem dzieci. Żeby spełnić obowiązek małżeński wobec swojego bogatego partnera, wypadałoby jeszcze wydoić krowę, zebrać świeże zioła z ogrodu i pokazać się na wieczornej gali. Pamiętaj, że przy tym wszystkim powinnaś nienagannie wyglądać i publikować swój wizerunek w sieci.
Trad wife – powrót do korzeni i słuszna emfaza kobiecości, czy ewolucyjny krok w tył gloryfikujący finansową zależność od mężczyzny?
Najlepszy styl życia dla kobiety
Przynajmniej tak przedstawiany jest ten ruch w internecie. Trad wife to skrót od traditional wife, czyli grona kobiet, które identyfikują się z konserwatywnym modelem małżeństwa i rodziny, w której podział obowiązków jest jasny i niekwestionowany – kobieta w domu, mężczyzna w pracy. Czyli ucieleśnienie idealnego rozkładu ról, gwarantującego kobiecie prawdziwe spełnienie.
Czy na pewno? W przypadku trad wife, dom staje się też środowiskiem pracy – bo poza pełnieniem obowiązków macierzyńskich i byciem strażniczką ogniska domowego, na kobietę spada obowiązek zajmowania się gospodarstem rolnym. W przypadku szeroko omawianej ostatnio w dyskursie publicznym sprawy współczesnej trad wife, czyli Hannah Neelemann z Ballerina Farm, dodaj do tego jeszcze usilne próby monetyzowania stylu życia w Internecie. Od handlowania produktami z organicznego gospodarstwa, przez wysyłkę domowych wypieków, aż po... sprzedawanie zakłamanej rzeczywistości.
Nierealne oczekiwania
To, czy styl życia tradycyjnej żony jest dla Ciebie, zostawimy do własnej interpretacji, natomiast zastanówmy się nad jednym - ile w tym wszystkim prawdy? Prawdopodobnie niewiele, bo większość tiktokowych trad wives pokazuje w social mediach tylko fragment swojej rzeczywistości – składający się z sielankowego życia na wsi, bezstresowego wychowania gromadki dzieci i gotowania posiłków z produktami z własnej uprawy. A gdzie jest pokazany sztab ludzi, który pomaga przy pieczołowicie postowanych w social mediach obowiązkach domowych?
Treści o charakterze trad wife są na tyle szkodliwe, że stawiają kobiety przed nierealnymi do spełnienia oczekiwaniami i na swój sposób zakłamują rzeczywistość. Ustawiają wysoko poprzeczkę "ogarniania" i mogą sprawić, że konsumentka tego typu materiałów będzie zarzucać sobie niezaradność. A świat daje nam, kobietom, już wystarczająco dużo powodów, żeby, niestety, czuć się niewystarczającą.
Historia zatacza koło
Okej, w modelu trad wife, mężczyzna gwarantuje kobiecie spokój finansowy – ale też, chcąc nie chcąc, zależność finansową. Jednak w przypadku tiktokowych żon paradoks polega na tym, że w rzeczywistości bliżej im do business women, które monetyzują swój nieistniejący styl życia i sprzedają nam sen o sielance, która tak naprawdę... nie istnieje.
I istnieć nie będzie, bo nie każda bajka ma szczęśliwe zakończenie, a kobiety, które faktycznie żyją jak tradycyjne żony, prawdopodobnie nie miałyby czasu łączyć wychowania gromady dzieci, zajmowania się gospodarstwem domowym (i rolnym!) z prowadzeniem dobrze prosperującej firmy aktywnej w social mediach. Jeśli jednak faktycznie tak jest – chapeu bas, ale to nie jest miejsce, gdzie przyklaśniemy niezdrowemu... zapierdolowi.
Media społecznościowe fetyszyzują styl życia na wsi i przedstawiają go jako utopijne pragnienie każdej z nas. Czy chęć zostania tradycyjnymi żonami to przejaw współczesnej chłopomanii? Tak. Czy rosnący w siłę ruch trad wife to mokry sen tak wielu kobiet, dlatego że są już zmęczone wymaganiami współczesnego świata, który nakazuje im dążyć do niezależności, samorealizacji i przebojowości? Tak. Czy emancypantki przewracają się w grobie? Tak.
zdjęcie główne: @ballerinafarm