Subtelny lub mniej subtelny znaczek, umieszczony na koszulce, torebce, butach, plecaku, kurtce, a może sukience? Ogromny napis przyciągający uwagę z kilometra czy nazwa marki rozpisana na każdym centymetrze kwadratowym ubrania? Część z nas lubuje się w logo, inna część ucieka od jakichkolwiek znaków marki na którymkolwiek z ubrań, a jeszcze inna część nie zwraca zupełnie na to uwagi. O co w takim razie chodzi z tą markowością?
Markowe ubrania a styl
Kilka lat temu, polską rzeczywistość konsumencką nawiedził silny, amerykański pierwiastek w postaci Michaela Korsa. Kobiety opływały w torebki, buty, okulary, plecaki, portfele i inne akcesoria z wdzięcznym logo MK. Och, jakież było szczęście, gdy udało się kupić tą wyczekiwaną torebkę. Po kilku miesiącach, polskie ulice zalewał wszechobecny MK. Po krótkim czasie - KM, NK, MC - wszystkie możliwe konfiguracje, byle tylko na pierwszy rzut oka przypominały oryginalny logotyp. W ciągu kolejnych paru miesięcy, marka stawała się jednak passé. Najpierw zrozumiały to Niemki, które kolekcje Michaela Korsa mogły oglądać co najwyżej w outletach. Na świadomość polskich konsumentów, musieliśmy czekać chwilę dłużej.
To samo możemy zaobserwować właściwie z każdą marką z trochę wyższej półki - Tommy Hilfiger, Guess, Armani Jeans czy Calvin Klein. Zjawisko fascynacji logo i cechami charakterystycznymi dla danego domu mody, nie kończy się jednak na tym. Rzekome torebki Gucci, Chanel czy Prady, możemy oglądać w tramwaju lub w sklepie spożywczym, buty a'la Manolo Blachnik kupimy na pobliskim bazarze, a ubrania i akcesoria mocno inspirowane wybiegami, znajdziemy praktycznie w każdej sieciówce.
Czy jednak przekładanie markowości lub tylko jej pozorów, chociażby poprzez kupowanie podróbek, ma coś wspólnego ze stylem? Często słyszymy, ona ma taki świetny gust - ubiera się w same rzeczy od X! ( W miejsce X wstawiamy jakąkolwiek droższą markę). Czy ubranie się od stóp po głowę w ubrania od X, faktycznie sprawi, że będziemy uznawane za ikony mody? W pewnych kręgach na pewno, jednak nie łączmy tego z indywidualnym poczuciem stylu. To kwestia dodania do koszyka kilku kategorii produktów, a nie zabawa modą.
Widoczne logo a status
Miłość do logo nie wzięła się jednak znikąd. Jako elementy większego społeczeństwa, przejawiamy tendencję do budowania swojego statusu na majętności. Markowe samochody, drogie ubrania i jeszcze droższe buty oraz torebki. Wystarczy, że przejdzie obok nas ktoś ze specyficznym znaczkiem na odzieży czy akcesorium i mamy to - Widziałaś? Miała skórzaną Saddle Bag [podpowiedź: Dior].
Od zawsze pieniądze stanowiły o statusie - ci najbogatsi mogli pozwolić sobie na zakup domów w bezpieczniejszych i malowniczych okolicach, uczęszczali do lepszych szkół, wybierali się na wakacje ( i to nie tylko raz w roku), a każdy z elementów szafy stanowił równowartość kilku majątków tych biedniejszych. Technologia się rozwinęła, praca stała się dostępna dla większej ilości ludzi, a razem z nią - pieniądze. Zaczęły powstawać coraz to nowsze firmy, wraz z rosnącymi potrzebami konsumentów, pojawił się Internet, a kolejne losy świata to już nasza codzienna rzeczywistość.
[caption id="attachment_1460" align="aligncenter" width="1600"]

@ann.ciesielska[/caption]
Jednak dla niektórych osób, a nawet patrząc ogólniej, dla niektórych klas społecznych (mając na uwadze różnice majątkowe), ta widoczna kwestia luksusu stała się głównym celem - pracy i całościowego bycia. Sięganie po podróbki czy imitacje ikonicznych kreacji lub akcesoriów, stało się dość przykrą rzeczywistością. Kto będzie wiedział, że to podróbka? Najważniejsze, że pomyślą, że mnie na to stać. A pomijając nawet miłośników takich rozwiązań, ubieranie się w marki stało się pewnym rodzajem stylu życia. Skoro ubieramy się markowo to znaczy, że jesteśmy postrzegane jako posiadające wyższy status społeczny, a skoro wyższy status społeczny to i ciekawsze towarzystwo, bardziej atrakcyjne życie i większa szansa na sukcesy. Niekoniecznie. Metka z nazwą francuskiego domu mody to wciąż tylko metka. Fakt, świadczy o nas o tym, że jesteśmy w stanie wydać co najmniej 10 000 złotych na torebkę oraz buduje pewien schemat sposobu życia - ale to wszystko.
Marka nie zrobi z nas innego człowieka. To tylko stylowa gra pozorów, a nawet jeśli nie pozorów, to bardziej rozbudowanego portfela.
Markowe ubrania a indywidualność
Dochodząc do ostatniego przystanku naszej podróży po markowości, docieramy do indywidualności. Czy drogie ubrania są jedyną drogą do posiadania ciekawego stylu? Choć mogłoby się wydawać inaczej - absolutnie nie są. Prawdziwą sztuką jest dobieranie takich elementów szafy, aby ostatecznie tworzył efekt minimalistycznego i jakościowego szyku, niekoniecznie przy pomocy obciążających oczy logo. Oczywiście, markowe ubrania to absolutnie nic złego, same marzymy o niektórych modelach torebek z najwyższych pólek. Jednak nie stawiamy tego pragnienia jako jedynego wyjścia do zaznaczania swojego stylu, statusu i indywidualności.
Gdyby spojrzeć na marki nieco szerzej - gdyby każda osoba decydująca się na zakup butów, torebki, spodni, koszuli i kurtki projektanta X, nie nosiła nic oprócz tego - wkrótce wiele osób wyglądałoby dokładnie tak samo! Pozwólmy sobie na nieco kreatywności - łączmy różne marki - zarówno te popularne, jak i niszowe, sięgajmy po stonowane kolory i uzupełniamy je bardziej zdecydowanymi barwami. Stawiajmy na jakość i ponadczasowość, a nasza szafa sama nam za to podziękuje.
zdjęcie główne:
@ann.ciesielska